Pomyślałam że może napiszę troszkę o tym, jak - według mojej najlepszej wiedzy i zrozumienia, opartej na kontakcie z tamtejszym środowiskiem, komentarzach mieszkających w Japonii Redditorek (choć raczej imigrantek niż Japonek), i przeczytanych w różnych miejscach materiałów, ale z zastrzeżeniem że oczywiście nie mieszkam tam na co dzień, więc mogło mi wiele umknąć - wygląda życie transfemek w Japonii.
----
Japonia jest krajem bardzo bezpiecznym dla osób z transowego spektrum. Crossdressing ma tam swoje ugruntowane miejsce w kulturze, jest dużo mniejszym tabu niż w kulturze europejskiej, występuje jako stały element dziedzictwa kulturowego, np. teatr kabuki. Przedstawiciele subkultury otokonoko (男の娘, w wolnym tłumaczeniu "dziewczyna płci męskiej") funkcjonują otwarcie prezentując się kobieco na ulicach, ludzie raczej nie robią z tego problemu, nie oskarżają o "łamanie porządku społecznego", nie są traktowani jako zagrożenie. Część z tych osób osiąga sporą popularność na YouTube czy Instagramie. W dużych miastach jest wiele miejsc w ten lub inny sposób związanych z crossdressingiem, czy to studiów transformacji, czy barów przeznaczonych dla transżeńskiej klienteli (w jednym z nich byłam), czy barów w których obsługa to właśnie osoby transżeńskie - w tym można spotkać też miejsca będące np. transową wariacją na temat popularnej formuły maid cafe (kawiarnia w której obsługa nosi stroje pokojówek i odnosi się do klientów jak do "paniczy"). Japonki zwykle są też dość akceptujące kiedy odkrywają że ich chłopak/mąż lubi kobiece ubrania, raczej jest to traktowane jako "niegroźne hobby".
Japońska mentalność i porządek społeczny w dużej mierze opierają się o nie przeszkadzanie innym. Dopóki nie naruszasz strefy prywatnej innych osób, wolno wiele. Dlatego mało komu przeszkadza czy w jakikolwiek sposób dotyka "mężczyzna w sukience", wszyscy rozumieją że nie wyrządza nikomu krzywdy, nie przeszkadza nikomu w życiu własnego życia, po prostu jest i tyle. Do tego dochodzi jeszcze nastawienie, że osoba AMAB przyjmująca kobiecą rolę, nadal dostosowuje się do jakiejś roli społecznej istniejącej w uporządkowanym społeczeństwie. Z tego punktu widzenia osoby trans są traktowane niejako lepiej niż np. osoby homoseksualne, bo japoński porządek roli społecznej adekwatnej dla geja nie przewiduje
Gdzie jest haczyk? Ano tam, że nieprzypadkowo piszę "mężczyzna w sukience". W japońskiej mentalności esencjalizm płciowy jest bardzo głęboko zakorzeniony, a samodeklaracja na temat tożsamości płciowej, leżąca u podstaw współczesnych transowych społeczności na Zachodzie, w Japonii jest konceptem totalnie obcym. Płeć jest definiowana przez biologię. A konkretnie... głównie genitalia. Dlatego operacja dołu jest tam bez skrępowania nazywana "zostawaniem (prawdziwą) dziewczyną/kobietą" ((本当の)女の子になる). Kiedy rozmawiałam z japońskimi transkami, to właśnie zupełnie nonszalancko operowały określeniami typu "(nie) chcę zostać dziewczyną" (女の子になりた(くな)い) mówiąc o swoich celach tranzycji - i tak, miały na myśli operację dołu. Jeśli nie masz operacji dołu, to jesteś płcią przypisaną ci przy urodzeniu. Także prawnie - do niedawna operacja genitaliów była twardym wymaganiem dla japońskiej procedury uzgodnienia płci. Ostatnio to prawo się zmieniło, ale nadal podejście, że genitalia są czymś absolutnie zasadniczym dla określenia płci, jest głęboko zakorzenione w opinii publicznej, tak poza transową społecznością jak i wewnątrz niej. W przypadku transpłciowych celebrytek, status tego czy miały operację między nogami jest praktycznie zawsze publicznie znany i bez zażenowania dyskutowany w mediach. Zachodnie nastawienie że jest to temat totalnie intymny i poruszanie go jest ogromnym nietaktem - nie jest tam ani trochę powszechne.
W showbiznesie istnieje też określenie new-half (nyuuhaafu, ニューハーフ), aplikowane do osób AMAB prezentujących się kobieco w ramach zawodów artystycznych (ale czasem również seksualnych
Tym niemniej wszystkie osoby z którymi rozmawiałam, mówiły że w Japonii żyje im się dobrze i spokojnie, w tym także jedna z osób która stwierdziła że "nie chce zostać dziewczyną", ale na co dzień funkcjonuje w kobiecym wizerunku i nie ma z tego powodu żadnych problemów. "Japonia to wolny kraj, możesz robić co chcesz" - tak dosłownie mi powiedziała. Tym niemniej ze względu na ten genitalny esencjalizm jestem przekonana że nadal myśli o sobie jako o mężczyźnie.
----
Nasuwają mi się też skojarzenia i porównania do innych krajów dalekowschodnich, np. Tajlandii, gdzie wiele osób transżeńskich funkcjonuje jako kathoey (często tłumaczone na angielski jako ladyboy), i jest to traktowane jako "trzecia płeć" - nie kobieta, ale też niezupełnie mężczyzna.
Ciekawa jestem tego, co sądzicie o takim modelu postrzegania okołotransowych tematów, czy uważacie że jest to lepsze czy gorsze niż to co mamy w naszym kręgu kulturowym. A jeżeli któraś z Was wie coś na temat podejścia do transpłciowości w jeszcze zupełnie innych kulturach, miejscach na świecie, to też zachęcam do opowiedzenia o tym w tym wątku. Edyta w wątku "okiem fachowca" wspominała o "bełkocie z zagranicy, który nie uwzględnia polskiej rzeczywistości", więc o specyfice polskiej transpłciowości na tle innych krajów kultury zachodniej też chętnie poczytam