Myślę że na "sexi ciuszki" - cokolwiek miałyby dla konkretnej osoby oznaczać - też jest miejsce i czas.
I myślę że jest to zupełnie naturalne że u osób z transkobiecego spektrum istnieje odwrotna korelacja między tym jak bardzo ekstrawagancko i przerysowanie się ubierają (dla niektórych ta ekstrawagancja będzie oznaczać "sexi ciuszki" właśnie), a tym jak dużo czasu spędzają w girlmode.
Bo jeśli doświadczam kobiecości np. raz w miesiącu, to chcę jej doświadczyć "na maksa", chcę żeby to było jak najbardziej odległe od tego co mam na co dzień, chcę napawać się tym uczuciem. Stąd jest bardziej prawdopodobne że założę absurdalnie wysokie szpilki, najbardziej zwracającą uwagę sukienkę i zrobię wieczorowy makijaż jakiego większość cisek nie zrobiłaby nawet na własny ślub ani na występ sceniczny. Bo jeśli mam "być kobietą" raz w miesiącu to założenie dżinsów i nadwymiarowej bluzy się "nie opłaca" - prawie nie będzie się to różnić od tego jak się ubieram na co dzień jako facet, jeśli nie jestem "przyzwyczajona" do myślenia o sobie jako o kobiecie, to taki ubiór, choć typowy dla wielu kobiet na co dzień, nie sprawi że popatrzę na siebie w inny niż zwykle sposób.
A dla osób które swoją kobiecą formę wyciągają z szafy tylko okazjonalnie, taka zewnętrzna transformacja często jest bardzo ważna, i nie musi tu chodzić o jakikolwiek fetysz, tylko po prostu jeśli jestem przyzwyczajona do tego, że wszyscy widzą we mnie faceta, to potrzebuję zobaczyć w lustrze "kogoś innego" by choć na chwilę uwierzyć we własną kobecość, skupić się na tych rzeczach które odróżniają doświadczenie męskie od kobiecego, nawet do przesady. Zresztą nawet w oderwaniu od transpłciowości czy crossdressingu, funkcjonują powiedzenia typu "dress for the job you want" - nie od dziś wiadomo że to jak wyglądamy i jak sami na siebie patrzymy, potrafi zmienić to jak się czujemy. W tym przypadku może nawet wpłynąć na to
jaką płcią się czujemy.
Z drugiej strony, jeśli funkcjonuję jako kobieta na co dzień, czy nawet "co drugi dzień", to mogę wyglądać dużo skromniej i wciąż zaspokoić swoją potrzebę odczuwania kobiecości, napawania się widokiem kobiety w lustrze. Nie muszę się tym "przeładowywać żeby wystarczyło na cały miesiąc", bo wiem że ta kobiecość mi "nie ucieknie", będzie zawsze ze mną.
PS W razie gdyby to nie było dla kogoś jasne - piszę w pierwszej osobie w znaczeniu przenośnym. Żadna z powyższych dwóch "postaci" nie jest moim osobistym doświadczeniem, choć obie zawierają nauki których doświadczyłam na sobie
