Re: Komu powiedziałyście?
82To bardzo budujące usłyszeć, że można przejść przez ten ważny moment w ten sposób i dostać od razu wsparcie oraz zrozumienie.
Ja jestem po swoim prawie 3 miesiące - nie było tak łatwo ale potwierdzam to co Ty - że było warto.
Ja jestem po swoim prawie 3 miesiące - nie było tak łatwo ale potwierdzam to co Ty - że było warto.
Re: Komu powiedziałyście?
83Hejka wszystkim 
No więc… pomyślałam, że w końcu się podzielę, jak to u mnie wyszło z tym całym „tematem”.
Jeszcze zanim poznałam moją żonę, miałam różne epizody – wiecie, klasyk: coś tam się założy, człowiek czuje się świetnie, a potem panika, wyrzucanie ciuchów i postanowienie, że „już nigdy więcej”
No i oczywiście nigdy się tego nie dotrzymało, tylko wszystko się tłumiło i udawało, że przecież „to minie”.
Po paru latach bycia razem postanowiłam nieśmiało zagaić rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu żona powiedziała, że wszystko okej
Był wtedy taki seks, że ho ho
Ale następnego dnia mieliśmy jechać na zakupy po coś dla mnie – i nagle… stop. Temat się urwał, a ona z tekstem, że może jednak powinnam pogadać z jakimś specjalistą. Ja oczywiście od razu wymiękłam i zaczęłam tłumaczyć, że to tylko tak, nic poważnego.
Potem długo, długo cisza. Czasem coś wspomniała, pytała, jak tam u mnie z tym, a ja zawsze: „wszystko okej”, bo w środku wszystko dalej było schowane głęboko pod dywanem.
No i ostatnio oglądaliśmy razem serial o Edzie Geinie (tak, tym Edzie
), i tam padł temat o bieliźnie damskiej. No i moja zaczęła mnie tak trochę podpytywać, niby żartem, niby serio, przez trzy dni. A ja oczywiście zaparte – „nieee, no coś ty”. Ale w końcu myślę: a dobra, ile można udawać.
Ona też przy okazji wyznała swój mały sekret, więc ja się odważyłam i mówię wszystko – że kręcą mnie damskie ciuchy, że kiedyś koleżanka mnie przebrała i jakoś to ze mną zostało. Że wracało kilka razy i znikało.
Nie sądziłam, że tłumienie tak dużo energii zabiera. Wstaje pełna energii (może ta piżamka daje taki power).
I wiecie co? Następnego dnia przyniosła mi dwie pary majtek ze sklepu!
Po paru dniach przyjechałam do sklepu prosto z pracy, a żonka : "musimy Cię wymierzyć", bo jechałyśmy do sex shopu po jakaś fajna bieliznę dla mnie. Za parę dni znowu wymanilam od niej fajne wysokie stringi. Mówiła, że parę dni po rozmowie trochę była zmieszana, bo ciągle jej wysyłałam jakieś propozycje ciuszków. Nie jestem już natrętna. Mamy taki wspólny rytuał, po wieczornym prysznicu wskakuje w moją nową bieliznę i robimy razem pielęgnację twarzy. Nawet krem pod oczy. Spodobalo mi się to teraz bardzo
no i później wybieramy podobne piżamki w internecie. właśnie czekamy na przesyłkę z Chin, ciekawe co tym razem przyjdzie 
Także… chyba mogę powiedzieć, że w końcu nie muszę się chować. I że mam obok siebie kogoś, kto zamiast się bać – po prostu to przyjął
Bardzo kocham swoją żonę . Wiem, że sama bielizna to trochę mało, ale myślę, że powoli będzie lepiej.
No więc… pomyślałam, że w końcu się podzielę, jak to u mnie wyszło z tym całym „tematem”.
Jeszcze zanim poznałam moją żonę, miałam różne epizody – wiecie, klasyk: coś tam się założy, człowiek czuje się świetnie, a potem panika, wyrzucanie ciuchów i postanowienie, że „już nigdy więcej”
Po paru latach bycia razem postanowiłam nieśmiało zagaić rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu żona powiedziała, że wszystko okej
Potem długo, długo cisza. Czasem coś wspomniała, pytała, jak tam u mnie z tym, a ja zawsze: „wszystko okej”, bo w środku wszystko dalej było schowane głęboko pod dywanem.
No i ostatnio oglądaliśmy razem serial o Edzie Geinie (tak, tym Edzie
Ona też przy okazji wyznała swój mały sekret, więc ja się odważyłam i mówię wszystko – że kręcą mnie damskie ciuchy, że kiedyś koleżanka mnie przebrała i jakoś to ze mną zostało. Że wracało kilka razy i znikało.
Nie sądziłam, że tłumienie tak dużo energii zabiera. Wstaje pełna energii (może ta piżamka daje taki power).
I wiecie co? Następnego dnia przyniosła mi dwie pary majtek ze sklepu!
Także… chyba mogę powiedzieć, że w końcu nie muszę się chować. I że mam obok siebie kogoś, kto zamiast się bać – po prostu to przyjął
Re: Komu powiedziałyście?
84Gratuluję
Cieszę się że mamy kolejny przykład że można żyć w otwartości i szczerości 
Re: Komu powiedziałyście?
85Dziękuję. Długo czekałam. Opłaciło się. Dodatkowo zaczęłam siebie akceptować. Bardzo fajny był Twój post o tej zamkniętej dziewczynce w piwnicy. Nie mogę go znaleźć, a bardzo mi pomógł. Też jej o tym ostatnio opowiadałam. Dla nas to w sumie nowe doświadczenie. Od tego wieczoru, czuję, że jako facet mam jakąś taka wrażliwość, jestem też bardziej czuły dla żony. Sama mi o tym powiedziała. Wieczorem jak mam swój czas to jakiś taki tryb nastolatki mi się włącza. Myślę o nowych ciuszkach itp. Co by tu sobie zamówić. Ale dla Was dziewczyny to pewnie normalne 
Re: Komu powiedziałyście?
86Jeeeej Inga, jaka pozytywna historia! <3
Masz super Żonę! Otworzyłaś się i w efekcie jeszcze bardziej się do siebie zbliżyłyście. To naprawdę wspaniałe
I tak - tłumienie i/lub wypieranie strasznie wyciąga z energii i wypala. Od kiedy zaakceptowałam temat i już nie wypieram, jest mi sporo lżej. Ukrywanie się musi puki co zostać...
Byłej partnerce się prawie wysypałam i teraz żałuję, bo rozpadło by się to kilka lat wcześniej i byłabym szczęśliwsza, hahahah
Od razu sprostowując - nigdy się nie dowiedziała, a relacja rozpadła się z innych przyczyn.
Masz super Żonę! Otworzyłaś się i w efekcie jeszcze bardziej się do siebie zbliżyłyście. To naprawdę wspaniałe
I tak - tłumienie i/lub wypieranie strasznie wyciąga z energii i wypala. Od kiedy zaakceptowałam temat i już nie wypieram, jest mi sporo lżej. Ukrywanie się musi puki co zostać...
Byłej partnerce się prawie wysypałam i teraz żałuję, bo rozpadło by się to kilka lat wcześniej i byłabym szczęśliwsza, hahahah
Re: Komu powiedziałyście?
87Super
. Wczoraj przyjechało do nas sporo komplecików, nawet dostałam pierwsze pończochy. Bardzo podobało mi się, bo żonka uczyła mnie jak je poprawnie zakładać. Dodatkowo dostałam gorset niespodziankę
. Panterkowa bluzka, latexowe plisowana spódnica, pończochy. Ale się czułam bosko. Sama się przebrała w różowy komplet i śmiałyśmy się, że wyglądamy jak prostytutki
. Dużo też rozmawiamy i odkryła, że oprócz męża, przyjaciela ma teraz też przyjaciółkę
. To był jeden z naszych najlepszych wieczorów.
Życzę każdej z Was takiej partnerki 
Re: Komu powiedziałyście?
88Trochę czasu minęło w moim przypadku kiedy oficjalnie się przyznałam, nastąpiła ulga i początkowy zachwyt, że teraz to już wszystko mogę, ten zachwyt to bardziej z mojej strony był, owszem mogę więcej, ale to ja muszę zacząć i trochę pogadać, jeśli chce przy niej przebywać w sukience, w gorszych chwilach kiedy się pokłócimy wytacza swoje działa i odłamkowym do mnie o moim głupim „hobby”
Ogólnie na duży plus, że moje ciuszki których przybywa mają swoje miejsce w szafie, a jak pojawia się w telewizji facet przebrany za babe, to nie muszę wstawać nagle zrobić kawę czy coś, tylko wspólnie możemy się pośmiać i oceniać.
Ogólnie na duży plus, że moje ciuszki których przybywa mają swoje miejsce w szafie, a jak pojawia się w telewizji facet przebrany za babe, to nie muszę wstawać nagle zrobić kawę czy coś, tylko wspólnie możemy się pośmiać i oceniać.
Re: Komu powiedziałyście?
90Zastanawiałam się, w którym wątku to napisać, ale tu chyba najlepiej.
Nigdy, przenigdy nie miałam ochoty czy pokusy aby powiedzieć o swojej drugiej stronie komukolwiek bliskiemu. Jak powiedziała moja koleżanka, każdy powinien mieć jakieś tajemnice. Żonie teraz tym bardziej nie, ponieważ przygotowujemy się do rozwodu (z innych, różnych przyczyn).
Ostatnio mając czas na przemian, normalny/trudny czuję, że jednak moja kobieca strona wychodzi bardziej na wierzch. Bardzo mocno napędziła mnie tak zwykła rzecz, jak kupno nowych sukienek, które pasują i są trafione jak żadne inne wcześniej
Niedługo mam też weekend w innym mieście i bardzo korci mnie wyjście z inną crossdresserką do klubu. Przeszkoda to moje umiejętności i zasoby makijażowe. Założyłam też konto na Instagramie i cieszy mnie dzielenie się ze światem swoją częścią mnie.
Z drugiej strony równoważę to. Nie mam potrzeby bycia non stop w kobiecej wersji.
Nigdy, przenigdy nie miałam ochoty czy pokusy aby powiedzieć o swojej drugiej stronie komukolwiek bliskiemu. Jak powiedziała moja koleżanka, każdy powinien mieć jakieś tajemnice. Żonie teraz tym bardziej nie, ponieważ przygotowujemy się do rozwodu (z innych, różnych przyczyn).
Ostatnio mając czas na przemian, normalny/trudny czuję, że jednak moja kobieca strona wychodzi bardziej na wierzch. Bardzo mocno napędziła mnie tak zwykła rzecz, jak kupno nowych sukienek, które pasują i są trafione jak żadne inne wcześniej
Z drugiej strony równoważę to. Nie mam potrzeby bycia non stop w kobiecej wersji.